Lubić wino to za mało

<
Gallery image
>
Lubić wino to za mało 1
<
Lubić wino to za mało 1Lubić wino to za mało 2Lubić wino to za mało 3Lubić wino to za mało 4Lubić wino to za mało 5Lubić wino to za mało 6
 
>
 
 

Robert Mielżyński jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci rynku winiarskiego w Polsce. Sukces ten zawdzięcza doświadczeniu i charyzmie, lecz nie nabierał ich, jak większość, na rodzimym podwórku lecz przywiózł je ze sobą w walizce.



Pochodzi ze starej, szlacheckiej rodziny z Poznania. Jego rodzice uciekli przed komunistami do Kanady i tam właśnie się urodził. Większość rodaków urodzonych na Zachodzie zwykle stara się zapomnieć o swoich korzeniach. Budzą one poczucie wstydu i są skrzętnie ukrywane ustępując miejsca pełnej asymilacji. Jego ojciec zdążył w tym czasie stworzyć w Kanadzie największą firmę importującą wina i alkohole, więc żadnego racjonalnego powodu do powrotu nie było. Robert Mielżyński jednak zawsze chciał, żeby jego nazwisko wróciło do Polski. Pierwsze kroki przywiodły go tuż za naszą zachodnią granicę. Jako nastolatek postanowił kontynuować edukację w Niemczech, gdzie zamieszkał u zaprzyjaźnionej z rodzicami rodziny. Po latach wrócił na Nowy Kontynent, gdzie cieszył się studencką swobodą na Uniwersytecie Stanowym we Fresno, który opuścił z tytułem enologa. Tak rozpoczęła się jego profesjonalna kariera, choć styczność z winem miał niemal od dziecka. Praktykował w winnicach w Toskanii, Niederöstereich, Bordeaux i innych, gdzie zawierał przyjaźnie i zbierał kontakty, które potem stały się bazą dla stworzenia wine baru i sklepu w Warszawie i Poznaniu.
Gdy wrócił do Kanady skupił się na rozwoju lokalnych winnic, które w tamtym czasie były dotknięte podobną chorobą, co polskie dziś – dominacja hybryd. Hybrydy to krzyżówki winorośli szlachetnej ze znacznie podlejszymi odmianami, które jednak wykazują dużą odporność na mróz. Skutek jest taki, że nawet najdoskonalszy enolog nie jest w stanie wykrzesać z nich wina lepszego niż znośne. Ze swoim zapałem i nieprzejednaniem Mielżyński zaczął wdrażać swój rewolucyjny projekt nasadzania odmian szlachetnych takich jak Riesling czy Chardonnay, walcząc nie tylko z brakiem przychylności pogody, ale też samych producentów, którym podnosiło się ciśnienie na samą myśl o jakichkolwiek zmianach. Perspektywa produkowania wina jakościowego, szlachetnego nie dla wszystkich była warta ryzyka i trudu. Po czasie jednak udało się stworzyć zręby apelacji – regionu o określonych rygorach uprawy i produkcji pod nazwą Niagara-on-the-Lake. To doświadczenie nauczyło Mielżyńskiego wierzyć swojej intuicji, która doprowadziła go do Polski na ulicę Burakowską w Warszawie, gdzie w otoczeniu Starej Fabryki Koronek stworzył pierwszy wine bar w Polsce.


Egzotyczne Fair Play

Dziesięć lat temu, gdy Robert Mielżyński po raz pierwszy otworzył drzwi przed klientami, w Polsce rynek wina pachniał jeszcze zaściankiem. Ceny wina przypominały czasy dzikiego kapitalizmu lat 90’tych i miały się nijak do tych rzeczywistych na Zachodzie. To samo dotyczyło selekcji, która boleśnie często była bardzo przypadkowa. Konsumentów umacniało to w poczuciu, że wino jest drogie i niezbyt dobre i nadaje się głównie na prezent imieninowy dla nowopoznanych, przyszłych teściów. Mielżyński podchodzi do polityki cenowej zupełnie inaczej. Wcale nie z przekory, czy krwawej rządzy konkurowania z innymi importerami. To jest dużo prostsze i znacznie naturalniejsze. Podróżując po świecie przywykł do tego, że wino jest towarzyszem codzienności. Kupuje się je tak samo jak gazetę, mleko czy wołowy stek na kolację. Nie widzi powodu dla którego w Polsce miałoby być inaczej. Nie ogląda się na innych. Robi po swojemu. Stara się  by wino w jego magazynie połączonym z wine barem kosztowało tyle co w regionie jego pochodzenia. Woli dać uczciwą cenę już na półce niż windować ceny i sypać rabatami jak na arabskim targowisku. To budzi zaufanie u jego gości i poczucie, że wreszcie można napić się dobrego wina bez nerwowego zerkania do portfela.

To samo podejście można zauważyć w organizowanych przez niego degustacjach. W niczym nie przypominają tych stereotypowych, rozpisanych na grupkę osób z wydętymi wargami i krochmalony obrus. U Mielżyńskiego jest zawsze gwarnie, wesoło, wśród drzew i z muzyką. W dodatku wszystkie tego typu degustacje są darmowe i otwarte. Na wejściu nie utkniemy na liście zaproszonych, nie zatrzyma nas postawny  bramkarz, czy kasjerka z pieczątką na nadgarstek. Dostajemy kieliszek i już możemy kierować się w stronę beczek przy których czekają producenci ze swoimi winami. Dla wielu warszawiaków i poznaniaków te cykliczne degustacje stanowią wyraźny punkt w kalendarzu.


Biznes z pasją a nie hobby

Dla Roberta Mielżyńskiego budowanie kultury wina w Polsce przez edukację swoich gości, poszerzanie ich znajomości wina i przyzwyczajeń jest kluczowe. Nie tylko ze względu na satysfakcję jaką to daje, ale też zaufanie, które procentuje wymiernym wzrostem sprzedaży.  Zmienił zupełnie podejście do zakupów z kategorii butelek na kategorię skrzynek. Samo wnętrze magazynu i wine baru to sugeruje. Stoliki wciśnięte są między palety na których piętrzą się kartony. Wzdłuż wysokich, betonowych ścian ciągną się wypełnione winem potężne regały z surowej, czarnej stali. W środku bar z otwartą kuchnią i rzędy otwartych butelek sprzedawanych również na kieliszki. To są moje narzędzia – śmieje się Robert Mielżyński – kieliszek sprzedaje butelkę a butelka karton. Ale jak sprawić by po pierwszym kieliszku gość nie kiwnął głową, uśmiechnął się w zakłopotaniu i nie wyszedł bez niczego? Tu właśnie zasadza się fundamentalna różnica między profesjonalizmem a hobbystycznym podejściem do wina. W końcu kto z nas nie marzył choć przez chwilę jak to świetnie byłoby mieć swoją restaurację czy winiarnie. Niestety większość tych, którzy się zdecydują czeka przykre rozczarowanie. To ciężka praca, której trzeba umieć oddać kawał życia i potu. Sam dobór win do portfolio jest ogromnym wyzwaniem. Nie wystarczy powiedzieć: to lubię a tego nie! Odpowiednia selekcja wymaga oceny kilkunastu czynników – jakości, reprezentatywności, ceny, czystości i innych. To wszystko wymaga ogromnego doświadczenia, wiedzy i kontaktów wśród producentów. Kiedyś szukaliśmy wina z Alzacji. Musieliśmy wcześniej spróbować dziesiątek innych zanim trafiliśmy na to właściwe – wspomina Mielżyński – Jesteśmy profesjonalistami, choć jednocześnie mamy z tego dużo radości i nasi goście też.

I rzeczywiście wizyta na Burakowskiej to niezwykłe doświadczenie. W letnie dni można grzać się w słońcu z kieliszkiem Prosecco, jesienią napić się Amarone przy gwarnym barze, zimą kupić butelkę Armagnacu i pojechać na narty a wiosną przyjść na degustację i koncert ze znajomymi. Kto ma daleko na Burakowską może poczuć podobną atmosferę na Mokotowie gdzie, tuż obok budynku Agory i redakcji Gazety Wyborczej, działa drugi warszawski wine-bar i skład win „Mielżyński”. I od kilku miesięcy gospodarza można, co ciekawe, niemalże równie często  co na Burakowskiej spotkać i na Czerskiej, więc spędzając miłe popołudnie lub wieczór przy winie, w tle zawsze będzie donośny głos Roberta, pewne kroki i jego ginąca w oczach sylwetka gdy pędzi gdzieś w gorączce albo zanosi komuś wino do samochodu.


Adresy sklepów i wine barów "Mielżyński":
Warszawa – Burakowska 5/7
Warszawa - Czerska 12
Poznań – Wojskowa 4



Autor: Michał Poddany
Data publikacji: 03-12-2015

KOMENTARZE

Nikt nie skomentował tej treści, bądź pierwszy.

DODAJ NOWY KOMENTARZ

Aby skomentowac treśc musisz byc zalogowany, zaloguj się lub załóż konto
 
 
Polityka prywatności
Uaktualniliśmy naszą politykę prywatności.
Twoja prywatność jest dla nas ważna, dlatego informujemy Cię o zmianach w naszej Polityce Prywatności. Aby informacje o sposobie przetwarzania Twoich danych osobowych były bardziej przejrzyste i czytelne, podzieliliśmy Politykę Prywatności na różne rozdziały. W każdym rozdziale szczegółowo opisujemy, które Twoje dane osobowe mamy i jak je przetwarzamy. Dodaliśmy też więcej informacji na temat Twoich praw – na przykład tego, jak uzyskać dostęp do swoich danych i jak powiadomić nas, abyśmy zaprzestali ich przetwarzania.

Naszą Politykę Prywatności możesz znaleźć na Glow.pl w dolnej zakładce "Polityka Prywatności". Jeśli masz jakiekolwiek pytania dotyczące Twoich danych osobowych lub chcesz się dowiedzieć, jak uzyskać dostęp do swoich danych osobowych lub je usunąć, napisz na adres e-mail: robert.krupinski@glow.pl

Zapoznaj się z Polityką Prywatności
BRAK ZGODY COOKIES